„Granaty w bagażu” i inne słowa, które mogą uziemić. Seria interwencji SG w Pyrzowicach
Jedno zdanie rzucone przy odprawie potrafi wywrócić podróż do góry nogami. Na lotnisku w Katowicach-Pyrzowicach wystarczy kilka „mocnych” słów o bombie czy granatach, by uruchomić procedury bezpieczeństwa, a w konsekwencji stracić lot, zapłacić mandat albo nawet zostać zatrzymanym. Straż Graniczna przypomina o tym po serii incydentów, do których doszło w ostatnich dniach - tuż przed startem sezonu urlopowego.
Śląski Oddział Straży Granicznej w Raciborzu im. nadkom. Józefa Bocheńskiego poinformował, że w ciągu czterech dni na lotnisku odnotowano trzy zdarzenia związane z „żartami” o materiałach wybuchowych oraz z przewożeniem przedmiotów łudząco podobnych do broni. Jak podkreśla rzecznik prasowy oddziału por. SG Szymon Mościcki, mimo regularnych apeli część pasażerów nadal lekceważy zasady, które w portach lotniczych są traktowane bezwzględnie.
Straż Graniczna w takich sytuacjach wciąż nie ma poczucia humoru – ma za to obowiązek niezwłocznie podjąć odpowiednie procedury.
por. SG Szymon Mościcki, Śląski Oddział Straży Granicznej w Raciborzu im. nadkom. Józefa Bocheńskiego
„Mam dwa granaty” - mandat i zakaz wejścia na pokład
Najbardziej obrazowy przykład wydarzył się 18 czerwca, krótko przed godz. 23.00. Dyżurny Placówki Straży Granicznej w Katowicach-Pyrzowicach dostał zgłoszenie o pasażerze, który podczas odprawy bagażowej na terminalu B oświadczył, że ma w walizce dwa granaty. Mężczyzna był obywatelem Polski i miał zaplanowany lot do Tirany w Albanii.
Reakcja musiała być natychmiastowa: funkcjonariusze sprawdzili bagaż pod kątem obecności materiałów niebezpiecznych. Alarm nie potwierdził się - nie stwierdzono zagrożenia i, co ważne, sytuacja nie przełożyła się na opóźnienia operacji lotniczych. Dla pasażera nie oznaczało to jednak „odpuszczenia”: otrzymał mandat karny w wysokości 500 zł, a kapitan statku powietrznego nie wyraził zgody na jego wejście na pokład.
„Wszystkie granaty” przed Kretą. Interweniował Zespół Interwencji Specjalnych
Do podobnego zdarzenia doszło 14 czerwca. Podczas odprawy biletowo-bagażowej rejsu do Chanii na Krecie jeden z podróżnych rzucił żartem, że ma przy sobie „wszystkie granaty”. Tym razem na miejscu pojawił się Zespół Interwencji Specjalnych Placówki SG w Katowicach-Pyrzowicach.
Mężczyznę wylegitymowano, a jego bagaże zostały sprawdzone pod kątem materiałów niebezpiecznych - niczego takiego nie znaleziono. Konsekwencje były jednak identyczne jak w poprzednim przypadku: mandat 500 zł oraz decyzja kapitana statku powietrznego o niewpuszczeniu pasażera na pokład.
Nie tylko „żarty”. Granat szkoleniowy i przedmiot przypominający paralizator
W ostatnich dniach nie wszystkie interwencje miały charakter słownych prowokacji. 17 czerwca Straż Graniczna informowała o dwóch przypadkach, w których podróżni rzeczywiście mieli przy sobie przedmioty budzące poważne wątpliwości.
Pierwszy dotyczył 22-letniego obywatela Ukrainy, który planował lot do Alicante w Hiszpanii. Podczas kontroli bezpieczeństwa w jego bagażu ujawniono przedmiot przypominający granat. Jak ustalono, był to granat szkoleniowy. Podróżny tłumaczył, że kupił go w Ukrainie. Mężczyzna został zatrzymany; trwają wobec niego czynności służbowe, a ujawniony przedmiot zabezpieczono i zneutralizowano.
Drugi przypadek dotyczył 43-letniej obywatelki Ukrainy lecącej do Barcelony. W jej bagażu znaleziono przedmiot wyglądający jak paralizator. Kobieta miała świadomość, że go posiada; przeprosiła za roztargnienie i przyjęła mandat w wysokości 200 zł. Następnie mogła kontynuować podróż, a przedmiot wyrzuciła do specjalnego pojemnika przeznaczonego na rzeczy niedozwolone - ma zostać zniszczony.
Co grozi pasażerom i dlaczego procedury ruszają zawsze
Służby podkreślają, że na lotnisku obowiązuje zasada „zero uznaniowości” w kwestiach bezpieczeństwa. Każda informacja o potencjalnym zagrożeniu - nawet jeśli po chwili okazuje się nieprawdziwa - wymaga sprawdzenia i zastosowania procedur. To nie jest decyzja „na wyczucie”, lecz obowiązek funkcjonariuszy.
Skutki nieodpowiedzialnych słów lub przewożenia zakazanych przedmiotów mogą być dotkliwe i nie kończą się na mandacie. Straż Graniczna przypomina, że w grę wchodzą m.in.:
- mandat karny (w opisanych przypadkach: 500 zł i 200 zł),
- zakaz wejścia na pokład samolotu decyzją kapitana statku powietrznego,
- opóźnienie lub przerwanie podróży oraz utrata wykupionego lotu,
- zatrzymanie i prowadzenie czynności służbowych,
- w skrajnych sytuacjach - odpowiedzialność karna.
Przed wylotem warto więc zrobić dwie rzeczy: dokładnie sprawdzić zawartość bagażu (także kieszenie, etui, pamiątki i „gadżety” przypominające broń) oraz pilnować języka przy odprawie i kontroli. W realiach lotniska nawet „głupi żart” ma bardzo realną cenę - i często oznacza, że wakacje zaczynają się… na ziemi.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!