Pierwsza winnica w Rybniku: 1600 krzewów na 35 arach w Ligocie-Ligockiej Kuźni
W sercu przemysłowego Rybnika, na pozornie niepozornej działce w dzielnicy Ligota-Ligocka Kuźnia, dojrzewa właśnie coś, czego nikt się tu nie spodziewał – pierwsza w mieście winnica. 1600 krzewów winorośli zajmuje powierzchnię 35 arów, a za tym przedsięwzięciem stoją Jagoda i Jacek Twardzikowie, którzy zamiast zwolnić podczas pandemii, postanowili rzucić sobie wyzwanie, które pochłonęło ich całkowicie.
Choć pomysł wydaje się szalony – w końcu mówimy o mieście kojarzonym z węglem i przemysłem, a nie z malowniczymi wzgórzami winnymi – para z Ligoty nie miała wątpliwości. Dziś, po latach starań, opowiadają o przecieraniu urzędniczych szlaków, czekaniu na pierwsze grona i walce z kapryśną aurą, która potrafi zniszczyć całoroczny trud w jedną noc.
Od pomysłu do pierwszych sadzonek: jak pandemia zmieniła plany
Gdy w 2020 roku świat stanął w miejscu, wielu z nas szukało nowych zajęć. Jagoda i Jacek Twardzikowie postanowili wykorzystać ten czas wyjątkowo produktywnie. Zamiast odkładać marzenia na później, zabrali się za zagospodarowanie rodzinnej działki w Ligocie-Ligockiej Kuźni. To właśnie tam, na 35 arach, zaczęła powstawać pierwsza winnica w Rybniku.
Decyzja o sadzeniu winorośli nie była przypadkowa. Para od dawna interesowała się enologią i marzyła o własnym winnym zakątku. Pandemia, choć trudna, dała im impuls do działania. – To był czas, kiedy wszystko zwolniło, a my mieliśmy wreszcie przestrzeń, by zająć się czymś, co naprawdę nas pasjonuje – mówią zgodnie. Dziś przyznają, że bez tego impulsu być może nigdy nie odważyliby się na taki krok.
Urzędnicze szlaki i trzy lata cierpliwości
Założenie winnicy w mieście przemysłowym to nie tylko kwestia posadzenia krzewów. Twardzikowie musieli zmierzyć się z biurokracją, która – jak sami podkreślają – była jedną z największych przeszkód. Przecieranie urzędniczych szlaków zajęło im sporo czasu i wymagało wiele cierpliwości. – Nikt w Rybniku nie miał wcześniej do czynienia z taką inwestycją, więc każdy dokument, każde pozwolenie było dla urzędników nowością – opowiadają.
Efekt? Na pierwsze zbiory trzeba było czekać pełne trzy lata. To czas, w którym krzewy musiały się ukorzenić, nabrać siły i zacząć owocować. Dla początkujących winiarzy to okres pełen niepewności, ale też ogromnej nauki. – Każdy sezon to nowe wyzwanie, ale widok pierwszych gron wynagradza wszystko – dodają z uśmiechem.
Mrozy, które zniszczyły plon: gorycz porażki i siła do dalszej walki
Pasja do winiarstwa to nie tylko sielskie obrazki z degustacjami. To przede wszystkim ciężka praca i ryzyko, które w tym roku dało o sobie znać ze zdwojoną siłą. Wiosenne przymrozki, które nawiedziły region, zniszczyły niemal cały tegoroczny plon. – To był cios, który mógł załamać każdego. Pracowaliśmy całymi weekendami, a w kilka nocy straciliśmy większość tego, co udało się wypielęgnować – mówią Twardzikowie.
Mimo to nie zamierzają się poddawać. Winiarstwo to sport dla wytrwałych, a oni właśnie udowadniają, że mają w sobie wystarczająco dużo determinacji, by walczyć dalej. – Każda porażka czegoś nas uczy. W przyszłym roku będziemy mądrzejsi i lepiej przygotowani – zapowiadają. Ich historia to dowód na to, że nawet w najbardziej nieoczekiwanych miejscach można realizować pozornie niemożliwe marzenia.
Dlaczego to ważne dla Rybnika?
Powstanie pierwszej winnicy w Rybniku to nie tylko prywatny sukces pary z Ligoty. To także sygnał, że miasto, kojarzone dotąd z przemysłem ciężkim, otwiera się na nowe, niszowe inicjatywy. Winnica może stać się lokalną atrakcją, przyciągającą turystów i miłośników dobrego wina, a także inspiracją dla innych mieszkańców do realizacji własnych, odważnych pomysłów.
To również ważny krok w budowaniu nowego wizerunku Rybnika – miasta, które po transformacji gospodarczej szuka swojej tożsamości. Inwestycje takie jak ta pokazują, że potencjał drzemie nie tylko w przemyśle, ale także w ludziach, którzy mają pasję i odwagę, by działać. Lokalna społeczność z pewnością będzie śledzić losy winnicy z zaciekawieniem, a może i z nadzieją na pierwsze butelki rybnickiego wina.
Co dalej z winnicą Twardzików?
Przed Jagodą i Jackiem Twardzikami kolejne wyzwania. Muszą odbudować to, co zniszczyły mrozy, i przygotować się na kolejny sezon wegetacyjny. Zapowiadają, że nie spoczną, dopóki nie uda im się zebrać pierwszych, pełnowartościowych gron, z których powstaną pierwsze butelki wina z Rybnika.
Choć droga do sukcesu jest długa i wyboista, ich determinacja nie słabnie. – Winiarstwo to styl życia, a nie tylko praca. Każdy weekend, każda wolna chwila to czas spędzony wśród krzewów. I choć bywa ciężko, nie zamienilibyśmy tego na nic innego – podsumowują. Historia pierwszej rybnickiej winnicy wciąż się pisze, a my z pewnością będziemy jej się przyglądać.
Źródło: Rybnik.com.pl
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!